Sześć miesięcy temu doświadczyłem jednego z najbardziej upokarzających momentów w całej mojej karierze.
Demonstrowałem ćwiczenie ruchomości barku 68-letniemu pacjentowi — Robertowi, emerytowanemu elektrykowi z chronicznym bólem wynikającym ze spania na boku.
W trakcie demonstracji moje własne ramię zablokowało się tak mocno, że nie mogłem podnieść ręki ponad głowę.
„Wszystko w porządku, Mette?” zapytał Robert z prawdziwą troską w oczach.
Ironia nie umknęła żadnemu z nas. Oto ja, fizjoterapeuta specjalizujący się w rehabilitacji szyi i barków od 17 lat, niezdolny do wykonania podstawowego ruchu z powodu własnych, nieleczonych bólów.
„Nic mi nie jest,” skłamałem. Ale nie było mi dobrze.
Jako osoba śpiąca na boku, od sześciu lat budziłem się z martwymi ramionami, sztywnymi karkami i pulsującymi bólami głowy. Ból stał się tak silny, że uniemożliwiał mi wykonywanie pracy.
Wydałem ponad 6000 koron na próby rozwiązania problemu:
Miękka poduszka dyskontowa (199 koron) — zbijała się w ciągu dwóch tygodni, a ramię było całkowicie zdrętwiałe o trzeciej w nocy.
Twarda poduszka z pianki memory (1600 koron) — za twarda, ramię w ogóle nie mogło się zagłębić, miażdżący ból obojczyka przez całą noc.
Poduszka żelowa „premium” (1100 koron) — ten sam problem, brak elastyczności, cały ciężar spoczywał na stawie barkowym.
Poduszka bambusowa z domu towarowego (450 koron) — całkowicie spłaszczyła się w ciągu sześciu tygodni. Budziłem się z uchem przy materacu.
Wyprofilowana poduszka na szyję (480 koron) — zmuszała mnie do spania na plecach i całą noc walczyłem z nią.